tata w akcji

Jazda konna

Kilka dni temu moja córa zaskoczyła mnie naprawdę pozytywnie. Stwierdzam wszem i wobec że usłyszałem dokładnie to co chciałem już dawno usłyszeć.

Mamy dwa konie, dwie klacze. Jestesmy z nimi naprawdę zżyci, jednak nie zmuszaliśmy córy do zadnej aktywności. Coprawda kocha jazdę saniami w zimie, jednak o wierzchu nie bardzo była mowa.

Ostatnio jednak gdy pojechaliśmy na stajnię moje ratorośle stwierdziło za chce pojeździć konno. I tak już drugi raz.

Robimy kilka kółek na Śnieżynce, która pogodziła się z byciem koniem ujeżdżeniowym. Ostatnio i Basia się załapała. Z jednej strony lekko martwi mnie, że jak spadnie, jak się połamie. Z drugiej zaś my nie raz już spadaliśmy i żyjemy 🙂


Jazda konna od dnia gdy po raz pierwszy dałem się namówić mojej żonie, stała się nieodzowną częścią mojego życia. Mojego i nie tylko. Wiele razy spotykałem się z opiniami, że to bezsens takie zwierzęta trzymać, z drugiej zaś wierzcie mi że wiele razy był to temat zastępczy na wielu spotkaniach. Nazwywano mnie również wielokrotnie „tym architektem od koni”. Bardzo fajne zaszufladkowanie.

Jak jeździmy? Na czapraku siedzi sobie córa, w ręku ma wodze z uwiązu, żona prowadzi a ja asekuruję…i tak 4h na stajni mijają…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: